![]() ![]() ![]() Poniżej lista branż pracy na rynku kapitałowym, kliknij w celu wyświetlenia pełnej listy ofert pracy.
![]() "Nigdy nie bierz długoletnich planów na serio. Długoletnie plany rodzą bowiem niebezpieczną wiarę, że możemy kontrolować przyszłość" Zenon Komar ![]() ANALIZA TECHNICZNA DLA INWESTORÓW KRÓTKOTERMINOWYCH |
Artykuły związane z pracą na rynku kapitałowymButelka "Derżawy" i NewConnect, czyli jak nie "popłynąć" na giełdzie data dodania: 2010-08-23
Tomasz Dąbrowski, OnetBiznes, onet.pl Marek musi codziennie choćby pokazać się w biurze maklerskim, Łukasz pogrążył swoje małżeństwo, Tomasz osobiście przysłuchuje się co mówią na debiutach. Nie znają się, a jednak coś ich łączy - są inwestorami giełdowymi. Właśnie mija trzecia rocznica utworzenia NewConnect – rynku, na którym spółkom najłatwiej zdobyć pieniądze a inwestorom... stracić. Dla Marka tydzień ma pięć dni - liczą się te od poniedziałku do piątku. - Wtedy trwa obrót papierami na Giełdzie Papierów Wartościowych - wyjaśnia z uśmiechem. 13-letniego Fiata Mareę niemal dzień w dzień przed 9-tą parkuje w okolicach biura maklerskiego PKO BP przy ul. Marszałkowskiej. Kupił go w 2000 r. z zysków, jakie przyniosły mu inwestycje na giełdzie. A w punkcie maklerskim czuje się jak w domu - może poić się do woli kawą fundowaną przez bank, a co najważniejsze - rozsiąść się na biurowym krześle i godzinami wpatrywać w wyświetlane na ściennym ekranie notowania on-line. Nie jest osamotniony - w tym warszawskim biurze takich inwestorów jak on (w dosłownym sensie zasiedziałych tu od lat) jest jeszcze co najmniej kilku. Personel zmienia się (jedni się zwalniają lub są zwalniani), a oni wciąż trwają. Pan Marek to emerytowany inspektor kontroli skarbowej, ale wśród stałych bywalców są reprezentanci najrozmaitszych zawodów. Mimo, że ich średnia wieku nie dotarła jeszcze do pięćdziesiątki, to generalnie nikt z nich nie pracuje. Pracę zresztą trudno byłoby im pogodzić z niemal stałym przesiadywaniem w biurze. Swoją w nim obecność uzasadniają możliwością błyskawicznego składania zleceń, co ma szczególne znaczenie zwłaszcza w przypadku handlowania kontraktami terminowymi, głównie na giełdowym indeksie WIG20. A prawie wszyscy stali bywalcy - jak sami mawiają - "grają" tu właśnie na kontraktach. Ale to raczej tylko wymówka. – Czasy, kiedy trzeba było siedzieć w biurze, żeby mieć dostęp do notowań on-line, informacji ekonomicznych z Reutersa i móc składać na dogrywkach szybkie zlecenia, bezpowrotnie minęły. W biurze nie złożyłem żadnej dyspozycji od 10 lat - wyjaśnia mi 35-letni Łukasz z inwestorskiego pokolenia Banku Śląskiego, ludzi którzy swoją przygodę z giełdą zaczynali od pamiętnych, wystanych w nocy, pięciu niemal przydziałowych akcji tej spółki. Teraz same domy maklerskie już od lat promują wśród inwestorów składanie zleceń przez internet zachęcając ich do tego przede wszystkim najniższymi prowizjami (w większości biur na poziomie 0,39 proc. od wartości transakcji), konkurencyjnymi względem innych, bardziej tradycyjnymi kanałami komunikacji. Miało być polskie NASDAQ... Łukasz po stracie pracy, przez prawie półtora roku próbował utrzymać się tylko z giełdy. Miesięcznie zarabiał na niej różnie (średnio 4-5 tys. zł). To jednak wystarczało na opłacenie m.in. czynszu, spłacanie rat kredytu i generalnie na w miarę spokojne życie. Wystrzegał się operowania na kontraktach lub foreksie (rynek opcji walutowych), ponieważ przez cały czas pamiętał o niepisanej prawidłowości, że dla osoby z niewystarczającym zapleczem finansowym, chcącej utrzymywać się z zarabiania z wykorzystaniem dźwigni, tego typu eksperymenty mogą skończyć się tragicznie. Zgubił go dopiero apetyt na większą, spekulacyjną kasę, jaką przed trzema laty inwestorów zaczął kusić uruchomiony przez GPW Alternatywny System Obrotu nazwany NewConnect. W zamyśle organizatora ten "młodszy brat" rynku regulowanego GPW powinien być miejscem o mniejszych wymaganiach formalnych. Spółki miał przyciągać znacznie niższymi niż na rynku podstawowym kosztami debiutu i możliwością sprzedaży akcji w ramach tzw. private placement (emisji prywatnej skierowanej do maksymalnie 99 akcjonariuszy). Szansę startu do romansu z giełdą otwierałby przed młodymi, lecz perspektywicznymi spółkami, głównie związanymi z branżą nowych technologii. Z czasem ten "parkiecik" miałby wyrosnąć na coś na wzór londyńskiego AIM (a może nawet nowojorskiego NASDAQ). Tyle, że tak się nie stało. W NASDAQ udział spółek technologicznych jest wciąż o połowę wyższy niż ma to miejsce w przypadku NewConnect. A mimo to którykolwiek z członków zarządu polskiej giełdy, którzy w dniu debiutu danej spółki uroczyście wprowadzają ją na "mały parkiet", niemal jak mantrę już w pierwszym zdaniu swojego wystąpienia z uporem powtarza: "Witamy n-tą spółkę…" Zupełnie jakby ilość (na NewConnect w ciągu trzech lat zdążyło już wejść ponad 150 firm) odgrywała tu pierwszoplanową rolę. Być może zresztą z punktu widzenia giełdy, która żyje z prowizji od przeprowadzonych transakcji, tak właśnie jest. Pełna treść artykułu dostępna jest na stronach Onet.pl
Tagi: giełda
psycholgia inwestowania
debiut
inwestowanie
futures
|
Wszelkie prawa zastrzeżone © 2008-2010 Pracagpw.pl
Usługi programistyczne świadczy PASZEK INC.